Language
/ Kontakt /
advert armpower.net advert armpower.net

Złoty Tur w 2001 – Narodziny Gwiazd! >>>

Złoty Tur w 2001 – Narodziny Gwiazd! # Siłowanie na ręce # Armwrestling # Armpower.net

W poprzednim odcinku wspominaliśmy debiut Turnieju „Złoty Tur” w roku dwutysięcznym. To było w lutym, było „zimowo”… Termin kolejnego Pucharu wyznaczono na 10 marca 2001 roku. ()

Igor Mazurenko i jego niewielka wtedy Ekipa wykonali olbrzymią pracę, ale przede wszystkim… wpadli na genialny pomysł, aby „wyjść do kibiców” i zrobić zawody w miejscu tłumnym, tłocznym, pełnym spacerujących rodzin.

Powiem Wam, jak było „za kulisami”:-)

Dziś, gdy każdy detal organizacji jest rozpisany, jak partytura orkiestry symfonicznej, może się wydać dziwne, że wtedy… Nie mogliśmy znaleźć noża do przycięcia linek, którymi przymocowaliśmy baner sponsora. Poszedłem po nóż do najbliższego stoiska z kebabem. Potężny Turek bez oporów pożyczył mi tasak. Obciąłem linki i wróciłem, żeby oddać narzędzie. Ale Turka na stoisku nie było… Była młodziutka dziewczyna. Kiedy podszedłem do niej z tasakiem w wyciągniętej ręce… uciekła z krzykiem…

Minęło już tyle lat, że mogę zdradzić szczegóły. Cała „pula nagród” była w jednej damskiej torebce, podzielona w kopertach. No i wszyscy byli tak „zakręceni” przygotowaniami, że owa torebka z dużą kwotą dolarów… leżała sobie spokojnie na podeście, przez nikogo nie pilnowana! Ja, nie chwaląc się, poznałem torebkę i jak fachowy „ochroniarz” usiadłem obok. Wkrótce, na szczęście, pojawiła się właścicielka. Ale nerwy były, jak cholera.

Takich „wpadek” było jeszcze kilka, ale zawody odbyły się i zakończyły spokojnie.

Atmosfera!

Z perspektywy osoby nieco tylko przy tym pracującej, chciałbym podkreślić, że tego drugiego Tura stworzyli sami zawodnicy – swoją fantastyczną postawą i entuzjazmem! Wielu było w Polsce pierwszy raz. Dla wielu były to pierwsze zawody takiej rangi. Na pewno odczuwali „wpadki” organizacyjne, ale nikt nie narzekał. Wszyscy mieli świadomość, że tworzą coś wielkiego i niepowtarzalnego.

Poniżej zacytuję artykuł, który wtedy pisałem na bieżąco.

Rok drugi - 2001

Złoty Tur #2

10 marca 2001

Gdynia, Centrum GEMINI

Jeszcze „trzymamy się Bałtyku”. Z tarasu GEMINI widać było poprzednie miejsce zmagań czyli Klub Tornado.

Tur pojechał na Słowację!

W armwrestlingu nie ma jeszcze takich pieniędzy, jak w piłce nożnej. Dlatego wybór miejsca na międzynarodowy turniej może decydować o ilości startujących. Pod tym względem Polska jest doskonale położona, właściwie wszyscy – ze wschodu i zachodu Europy – mają tu łatwy i tani dojazd. To pierwszy czynnik, który dobrze rokuje turniejowi. Drugi to nagrody. Na „II Międzynarodowym Turnieju Złoty Tur” do wygrania w open było: tysiąc dolarów, za pierwsze miejsce w kategorii – czterysta dla mężczyzn i dwieście dla kobiet. To oczywiście mniej niż w tenisie, ale całkiem nieźle. Pozostałe warunki: dobra organizacja i liczny udział znanych zawodników też zostały spełnione.

10 marca 2001 roku w Gdyni pojawiły się największe, armwrestlingowe gwiazdy armwrestlingu, a poziom (tu przytoczę powszechną, wypowiadaną zarówno przez zwycięzców, jak i pokonanych opinię po turnieju) „Dorównywał mistrzostwom świata”.

Dość oryginalny był wybór miejsca na zawody. Zazwyczaj armwrestlerzy spotykają się tylko we własnym gronie lub przy niewielkiej publiczności z zewnątrz. Tu mieliśmy ponad sześć tysięcy widzów. Jak to możliwe? Zawody odbyły się w Centrum GEMINI, czyli handlowo-rozrywkowym centrum spotkań tysięcy mieszkańców Trójmiasta. Widzowie nie przyszli specjalnie na ten turniej, ale gdy już zobaczyli choć jedną walkę, poczuli atmosferę - zostawali do samego końca. Idę o zakład, że wielu z młodych chłopaków już następnego dnia złapało się za ręce i próbowało dorównać armwrestlerom. Dla polskiego armwrestlingu była to znakomita promocja.

Wspomina Igor Mazurenko

>>Debiutanci z Polski

W Turnieju licznie wystartowali zawodnicy z Polski. Praktycznie dla każdego z nich był to pierwszy tak poważny, międzynarodowy start. Największym zaskoczeniem dla niedoświadczonych zawodników była szybkość na starcie, jaką zobaczyli i poczuli w walkach z zagranicznymi przeciwnikami.

Wiedziałem, że czekają mnie dwa, równoległe wyzwania: podnosić poziom sportowy Tura, a jednocześnie zadbać o przygotowania zawodników z Polski. Czy to się uda? – myślałem.

Musi się udać!<<

Trudne zmagania

Rozegrano tylko jedną kategorię pań i właśnie tu – wyjątkowo – obyło się bez emocji. Solidnie przeziębiona Veronika Bonkova zgniotła wszystkie rywalki bez wysiłku. Później przyszła kolej na wagę, w której startował obrońca pucharu, zdobywca pierwszego Złotego Tura – Grigorij Bondaruk z Ukrainy. Zanim w końcu stanęli naprzeciwko siebie, Bondaruk i Gashevski zaliczyli kilka łatwych zwycięstw. Grigorij najpierw zastosował atak górą i nastąpiło rozerwanie. Sędzia związał ich i... błyskawiczne zwycięstwo Gashevskiego. Zapytany o przyczyny tej porażki Bondaruk powiedział: „Nawet nie zauważyłem kiedy zaczął”. Jakby tego było mało Bondaruk przegrał jeszcze z młodszym i lżejszym rodakiem Babayevem. W finałowej walce pomiędzy Babayevem i Gashevskim przewaga przechodziła z jednej strony stołu na drugą. Rustam nie mógł jednak wytrzymać takiego ataku, walczył zaciekle przez 23 sekundy. Jego opór i atak Cvetana miał kilka faz, momentami wydawało się, że Rustam wyjdzie z opresji, ale jednak nie. Cvetan wygrał.

Doskonałe walki stoczono również w wadze do 90 kg. W pierwszej walce o finał zmierzyli się Bill Frank i Igor Kuzniecow. Niemiec zaczął tak dynamicznie, że prawie oderwał przeciwnika od podłogi. Po faulu Ukraińca walka zaczęła się drugi raz. Kuzniecow do drugiego podejścia ugiął prawą nogę w kolanie i zaparł się stopą o nogę stołu tuż pod blatem. Prawym biodrem starał się jak najmocniej przywierać do krawędzi stołu. Nic nie pomogło....przegrał.

W walce o pierwsze miejsce z Janem Germanusem, Bill miał początkowo lekką przewagę, ale to było tylko złudzenie lub techniczna biegłość Germanusa. Trwało to około 15 sekund i Jan Germanus wygrał w wadze do 90 kg.

Największych emocji dostarczyli widzom siłacze w kategorii najcięższej. Wspaniałe walki stoczyli Alexey Voevoda, Frantisek Zivny.

Do najważniejszych zmagań w open zawodnicy przystąpili już mocno zmęczeni, kilku wycofało się po pierwszej rundzie.

Wspomina Igor Mazurenko:

>>W mojej opinii był to skok, ogromny skok i doskonałe posunięcie marketingowe. O wiele więcej zawodników. Ekipy z dziewięciu państw, w końcu zawodnicy z Rosji!

Miejsce wymarzone, właśnie otwarto Centrum GEMINI. Menadżerom centrum zależało na promocji i nasza propozycja przypadła im do gustu. Włączyły się też władze miasta. Sam Sekretarz Miasta Gdyni Jerzy Zając wręczał zawodnikom nagrody.<<

Narodziny Gwiazdy

Gwiazdą numer jeden był oczywiście Jan Germanus. Ale też pojawił się PO RAZ PIERWSZY ALE NIE OSTATNI „Czarny Koń” czyli Alexey Voevoda. Co ciekawe, sam znalazł informacje o zawodach i sam się do mnie zgłosił. Wtedy, na „drugim Turze” już zaczęły się rysować „bitewne scenariusze”, które później towarzyszyły już każdym dorocznym zmaganiom zawodowców. Tu narzucał się tytuł „Starzy Wyjadacze kontra Młode Wilki”. Pojawiła się też znakomita Viktoria Iliuszyna (doktor nauk obecnie w armwrestlingu), co nadało emocji rywalizacji kobiet.

Rekord mierzony kołowrotkiem

Igor Mazurenko:

>>Planując zawody w Centrum GEMINI przypomniałem sobie powiedzenie, że „Aby zdobyć masy, trzeba w masach być!” W sobotnie popołudnie zawody zobaczyło 4.500 osób!

Przełom? Byłem optymistą…

Gdy robiłem pierwszą edycję Tura to moje marzenia dosłownie „latały w niebie”, miałem głowę w chmurach, planowałem, ale też marzyłem bez opamiętania. Nie wiedziałem – dokąd zajdę. Czułem przez skórę, że nadchodzi przełom. A może raczej chciałem czuć? Było dla mnie oczywiste, że po „takich” sukcesach – sponsorzy będą nas zalewali pieniędzmi, że nie będę wiedział, jak zagospodarować olbrzymie kwoty... Tak było, słowo daję!

Tymczasem na 2001 rok udało mi się pozyskać raptem dziesięć tysięcy złotych od AMERICAN BULL, a o resztę znów trzeba był się starać i starać, i jeszcze bardziej starać. Sponsorzy nie ustawiali się w kolejce pod naszymi oknami, nie czekali na schodach biura. Trzeba się było z tym pogodzić, a przede wszystkim wyciągnąć wnioski. Czegoś brak! Niby są super zawody, ale... Potrzeba „czegoś”, jeszcze czegoś innego.<<

O tym w kolejnych odcinkach wspomnień…

Tekst z artykułu PeSzy na armpower.net jest fragmentem książki Igora Mazurenko „Armwrestling – moje życie” pod redakcją PeSzy.

archiwum >>>

Language