Language
/ Kontakt /
advert armpower.net advert armpower.net

Marcin w Chinach – wysokie nagrody skusiły wielu wojowników! >>>

Marcin w Chinach – wysokie nagrody skusiły wielu wojowników! # Siłowanie na ręce # Armwrestling # Armpower.net

Marcin Lachowicz ze wzruszeniem - ale ma do tego wywalczone prawo - o zawodach w dalekich Chinach i o roli trenera. Zapraszam serdecznie! ()

Marcin, czy ja się nie mylę, że w swojej długiej i intensywnej karierze - po raz pierwszy wysłuchałeś Hymnu Polski na najwyższym stopniu podium?

Marcin Lachowicz: Masz rację, nawet jeżeli wygrywałem nie był odgrywany nasz hymn. To niesamowite uczucie trzymać flagę swojego ukochanego kraju i móc śpiewać kolejne zwrotki Mazurka Dąbrowskiego. W Chinach była o tyle zabawna historia, że nie mieli przygotowanej krótkiej wersji zwykle 10-15 sekundowej (pewnie nikt nie spodziewał się naszej skromnej ekipy oprócz Alexa oczywiście). Tym samym został odegrany cały hymn wraz ze słowami, miło było później słyszeć krzepiące słowa od np. Rustama Babayeva „wow znasz słowa całego hymnu Polski!!". To był dla mnie ogromny honor oraz przeżycie, którego życzę każdemu armwrestlerowi.

Z całego serca – jeszcze raz gratulacje! Powiedz, czy jadąc do Chin już planowałeś brać udział w tych zawodach?

Marcin Lachowicz: Z moim startem w Chinach było związanych kilka czynników. Po walce z O. Kulishovem odpuściłem trening i zająłem się głównie sprawami biznesowymi. Trenowałem tylko od czasu do czasu, z Alexem, którego starałem się jak najlepiej przygotować do walki z Trubinem. Na początku sierpnia powstała idea walki między moim klubem Armfight Piaseczno oraz klubem Tytan Jaworzno.

No tak, no tak, nawet jakieś echa do mnie dotarły, ale za mało, żeby publikować. Jak zatem było?

Marcin Lachowicz: Mariusz Grochowski zapewniał mnie, że są gotowi i prosił o wpłatę zaliczki i zawarcie umowy. A wiec reaktywowałem swój trening - również lewej ręki, której nie trenowałem od 2007 roku i postanowiłem, aby pokazać Tytanom kto wygra! Wezwałem do walki swoich najsilniejszych zawodników (większość była w wakacyjnych nastrojach bez chęci do treningu) i zaczęliśmy mocne przygotowania. Niestety już pod koniec sierpnia Tytani wycofali się z ustaleń proponując walkę w kategoriach, w których mieliby chętnych zawodników. Na polu bitwy zostali tylko Lucek i Mariusz Grochowski (szacunek dla nich) reszta utytułowanych zawodników Tytana po podaniu przeze mnie składu - jednak nie chciała wystartować!!! Tym samym mając za sobą miesiąc treningów postanowiłem spróbować swoich sił.

Jacy rywale tam byli?

Mariusz Lachowicz: Było wielu utytułowanych zawodników z Rosji, Kazachstanu, Ukrainy, Litwy oraz ci, którzy są nieco mniej znani w naszym kraju z uwagi na fakt, iż mieszkają w azjatyckiej części np. Rosji i nie biorą udziału w zawodach na kontynencie. Najlepszym przykładem było zwycięstwo mojego finałowego rywala Kozulina z Rosji z Ilia Ilinem z Kazachstanu byłym Mistrzem czy Wicemistrzem Świata w kat 110 kg. To daje obraz, że na świecie jest mnóstwo silnych zawodników, których nie znamy.

Jak - sam - oceniasz poziom rywalizacji i klasę przeciwników?

Marcin Lachowicz: Zawodnicy byli naprawdę silni i żądni walki. Wysokie nagrody skusiły wielu znamienitych wojowników. Nie ukrywam, ze kluczem do mojego zwycięstwa była aktualna dyspozycja mojego nadgarstka, z którą nie poradzili sobie moi rywale. Stąd dosyć pewnie czułem się na starcie i mogłem kreować walkę zgodnie ze swoimi priorytetami.

Czy to znaczy że zdecydowałeś się wystąpić na naszych IFA - M. Świata?

Marcin Lachowicz: Na ta chwile dopiero wróciłem z Filipin z podróży i nie mam na razie wizji w przyszłość. Mam teraz sporo spraw na głowie, więc nie wiem czy znajdę czas na treningi. Może wystartuje na Złotym Turze, aby sprawdzić czy moje zwycięstwo w Chinach było przypadkiem , zobaczymy.

Pytam teraz ze smutkiem - czemu Alex przegrał i co teraz przyjdzie mu robić?

Marcin Lachowicz: Czemu przegrał... przeciwnik był silniejszy w nadgarstku i uniemożliwił mu narzucenie swojego stylu. Trubin przyjechał naprawdę dobrze przygotowany i traktował tą walkę jak „być albo nie być”. Nie ukrywam, że wiedziałem, że nadgarstek w pewnej pozycji będzie kluczem do sukcesu, ale niestety to nie jest biceps, którego można zrobić progres w krótkim czasie, więc zabrakło nam czasu no i ...trochę umiłowania Alexa do treningów, których nie lubi...

Marcin – zatem jeszcze raz wielkie gratulacje i pozdrowienia. Z nutą zazdrości że takie coś przeżyłeś!

Marcin Lachowicz: Korzystając z okazji chciałbym serdecznie podziękować wszystkim ludziom, którzy tak żywiołowo zareagowali na mój sukces w Chinach. To szalenie miłe i napędzające do dalszych starań. Jesteście wielcy!!! Pozdrawiam wszystkich w wakacyjnym jeszcze nastroju!

Do zobaczenia!

PeSzy

archiwum >>>

Language